Okiem Blondynki 4/2020

W ubiegłym miesiącu, pisząc felieton, myślałam o tym, czy kolejny numer także będzie poświęcony koronawirusowi i pandemii. Wiedząc, jak sytuacja rozwijała się w Chinach, można było zakładać najgorsze. I może najgorzej nie jest, ale COVID-19 nadal jest dominującym tematem, od którego nie da się uciec w prawie żadnym aspekcie naszego życia.

Mamy zamknięte szkoły i przedszkola, nie pracuje gastronomia oraz zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, w okrojonym zakresie funkcjonują wszystkie, a wcale – instytucje kultury. Kto może, pracuje zdalnie. Mamy wizję kilkunasto lub kilkudziesięcioprocentowego bezrobocia, a dodatkowo, co szczególnie dotkliwe w naszym rejonie, zamkniętą granicę. Wiele osób na początku pandemii domagało się takiego posunięcia od polskiego rządu, ale wiele również zdawało sobie sprawę, że zostanie odciętych od źródeł utrzymania i najpewniej straci pracę.

Dziś wielu mieszkańców pogranicza szykuje się do protestów przeciwko zamkniętym granicom. W dobie globalizacji trudno oszacować, czy zamknięcie granic miało decydujący wpływ na niską liczbę zakażeń w Lubuskiem. W Polsce kto może pracować – pracuje. Po drugiej stronie granicy również. Wielu z nas od dawna prowadzi transgraniczne życie, mieszkając w jednym kraju, a ucząc się czy pracując w drugim. Jest to także kwestia braku dostępu do opieki medycznej czy braku kontaktu z rodziną. Po raz pierwszy od otwarcia granic zostaliśmy postawieni w sytuacji, kiedy zostały one częściowo zamknięte. I okazuje się, że już tak nie umiemy żyć, że otwarty świat jest o wiele lepszy niż zamknięty. I nie chodzi tylko o tych, którzy pracują w Niemczech, ale także o całą rzeszę polskich przedsiębiorców utrzymujących się dzięki niemieckim klientom. Wszystkich nas dręczy niepewność jutra, stres i obawa o przyszłość.

Sytuacji nie ułatwiają nam rządzący. Planowane na 10 maja wybory może się odbędą, a może nie. Może będzie to wiadomo jutro, pojutrze, a może dzień przed wyborami. Może będą korespondencyjne, a może nie. Myślę, że w dobie pandemii Polakom jest potrzebny odpowiedzialny rząd, który będzie umiał uspokajać nastroje, będzie szukał najlepszy rozwiązań, aby chronić nas przed skutkami pandemii, zarówno zdrowotnymi, jak i społecznymi i ekonomicznymi. W obecnej dobie nie potrzeba nam dodatkowego chaosu prawnego, majstrowania przy ordynacji wyborczej czy konstytucji. Nie potrzeba politycznych przepychanek, kiedy niedługo może się okazać, że zastanawiamy się jak utrzymać rodzinę, firmę czy spłacić kredyt, kiedy po prostu, po ludzku boimy się o przyszłość.

Lęk jest całkiem normalnym uczuciem w tej sytuacji. Wielu z nas go odczuwa, co przenosi się na nasze relacje z rodziną, z którą pozostajemy w domu. Dbajmy o siebie nawzajem, bądźmy troskliwi i uważni. Czas pandemii to także wielki sprawdzian naszych charakterów, a nawet naszego człowieczeństwa. Mam nadzieję, że zdamy go jak najlepiej.