Okiem Blondynki 04/2019

Kolejny numer, tym razem tuż przed świętami, kiedy wszyscy są zaabsorbowani przygotowaniami do nich. Może poza nauczycielami, bo ich zaprząta na pewno temat strajku i podwyżek płac, których się domagają. Czy to uzasadnione żądania?

O tym, że polska szkoła potrzebuje reformy wiadomo od dawna. Stworzony w XIX wieku system edukacji w niezmienionej formie funkcjonuje do dziś. Wzorowany na modelu pruskim już wtedy zakładał podział na 45 minutowe lekcje, sygnalizację przerw dzwonkiem i jednorocznikowe klasy. Skoncentrowany był na posłuszeństwie i podporządkowaniu, nie dopuszczając w żadnych indywidualizmów.

Czy po 200 latach ten model jest nadal funkcjonalny? Czy narzucanie realizacji programów, testów, egzaminów w sztywnych ramach ma rację bytu w dzisiejszym, internetowym świecie, gdzie dostęp do informacji ma każde dziecko na jedno kliknięcie? Czy wkładanie uczniom do głów wiedzy encyklopedycznej, regułek, zasad pomoże im odnaleźć się w życiu, znaleźć przyzwoitą pracę i radzić sobie z przeciwnościami losu? Mam wrażenie, że polska szkoła jest głęboko odhumanizowana. Że nie odpowiada na potrzeby edukacyjne zmieniającego się świata, tkwiąc w skostniałym systemie. Dodatkowo ten system boryka się bezustannie z problemami finansowymi. Jako wieloletnia członkini rad rodziców w szkołach, do których uczęszczały moje dzieci, często byłam świadkiem dylematów dyrekcji. Skąd wziąć nową (albo chociaż używaną) kserokopiarkę, pieniądze na papier ksero, na wyjazd uczniów na konkursy przedmiotowe. Nie wspominając o inwestycjach czy niezbędnych remontach. Rodzice dobrze wiedzą, jak wygląda malowanie ścian w klasach, bo sami niejednokrotnie kupują farby i pomagają odnawiać szkolne sale w trakcie wakacji.

Reforma polskiej szkoły to nie tylko wyższe zarobki dla nauczycieli. To potrzeba głębokich zmian w całym systemie, który cały czas właściwie płaci za chaotyczne próby reform praktycznie każdej kolejnej ekipy rządzącej i nieodwracalne błędy.

Błędy zdarza się popełniać wszystkim. Nie ma nikogo na świecie, kto byłby idealny, wszystko robił dobrze i miał zawsze czyste sumienie. Ludzką rzeczą jest błądzić, ludzką jest przepraszać. Tak zdarzyło się z radnym Wincentym Jędrzejewskim z Rzepina. O wydarzeniu z jazdą pod wpływem alkoholu piszemy na str. 20. Radny w trakcie ostatniej sesji Rady Miejskiej przeprosił wyborców i współpracowników za niefortunny wyskok i podał się do dymisji ze stanowiska przewodniczącego rady. Zapewne nie uniknie konsekwencji prawnych, ale mieszkańcy, w świetle dotychczasowej działalności radnego, być może docenią okazaną skruchę.

Jak ocenią i czy docenią działania władz Rzepina, dowiemy się za jakiś czas. Pięknieje rzepiński rynek, planowane są inwestycje w Drzeńsku i Kowalowie związane z gospodarką wodno-ściekową. Gmina właśnie zamierza zaciągnąć długoterminowy kredyt, o czym informujemy w naszym tekście. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć na co i w jaki sposób wydawane są pieniądze z ich podatków. Więc rozmawiajmy Panie Burmistrzu.