ROZMOWA Plany nowego szefa gminy

wywiadIdziemy w dobrym kierunku

Ze Stanisławem Peczkajtisem, nowym wójtem gminy Krzeszyce, o planach na najbliższe cztery lata, rozmawia Robert Włodek

R.W. Choć jest Pan nowym wójtem, to sprawy gminy są Panu doskonale znane…
S. P. Usłyszałem po wyborach, że udało mi się wygrać. Wie Pan, udać to się może wygrać w totolotka, zostałem wójtem, bo mieszkańcy docenili moją pracę, dwudziestoletnią pracę. Świadczy o tym 65 proc. poparcia w wyborach, wygrana w pierwszej turze, przy trzech kandydatach. Byłem radnym, dwukrotnie przewodniczącym rady, więc tak – znam dobrze sprawy naszej gminy.
R.W. I czy coś Pana zaskoczyło już po objęciu urzędu?
S.P. Stan gminnej kasy. Jak Pani skarbnik mnie z nim zapoznała, to przez kilka godzin żałowałem, że zdecydowałem się kandydować. Później była ciężka noc przemyśleń i poranek, w którym powiedziałem sobie – chłopie bież się do roboty – wiedziałem, że mam poparcie mieszkańców i że musi się udać. Wiem doskonale, jakie gmina ma możliwości, więc jestem pełen optymizmu i zarażam nim moich współpracowników.
Mamy też w gminie ogromny majątek, np. w postaci dużej ilości działek, w samych tylko Krzeszycach można ich wygospodarować 150. I to jest potencjał. Bo do tej pory ich sprzedaż szła opornie. A ja mam na to pomysł. Chcę tu ściągnąć nowych mieszkańców, młodych, sprzedać im działki budowlane i zachęcić, by tu wybudowali swój dom, tu zamieszkali ze swoimi rodzinami. Mamy taki kompleks działek, niedaleko przedszkola, tam ci ludzie mogliby się budować. Chciałbym to nazwać Osiedlem Młodych.
Ci ludzie dojeżdżają do pracy do Gorzowa, czy do Kostrzyna, do tamtejszej strefy. Krzeszyce są po drodze, czemu więc nie dać młodym ludziom szansy na tanią działkę, zachęcić ich, by tu się wybudowali, tu zamieszkali…
R.W. Gmina ma też działki inwestycyjne, uzbrojone tereny, które czekają na firmy, które tu zbudują swoje zakłady i dadzą pracę mieszkańcom gminy. Jak chce Pan ich do tego przekonać?
S.P. Tu także musi nastąpić zmiana jakościowa. Chcemy zmienić sposób poszukiwania inwestorów. Musimy być w tym temacie bardziej aktywni, ja osobiście chcę być w tym temacie bardziej aktywnym. Oferta dla inwestorów jest już przygotowana. I zacznę ją teraz przedstawiać. Także dlatego chcę zatrudnić w urzędzie swojego zastępcę. W poszukiwaniu inwestorów będę często jeździł do Warszawy czy zagranicę, dlatego w urzędzie ktoś będzie mnie musiał zastępować.
Trzeba pamiętać o naszym świetnym położeniu, pomiędzy Gorzowem a Kostrzynem i dalej Berlinem, przy głównej drodze. Mamy sporo terenów, w pełni przygotowanych pod inwestycje. Trzeba w końcu te atuty zacząć wykorzystywać.
R.W. W sylwestrową noc przyjechał Pan do mieszkańców ciągnikiem, w przebraniu świętego Mikołaja…
S.P. No tak, gmina wzięła w leasing ciągnik. Teraz negocjujemy zakup dużego beczkowozu. Zdecydowałem się na to, by zapewnić mieszkańcom tańszy wywóz nieczystości. Do tej pory mieszkańcy korzystali z usług firm zewnętrznych, dużo droższych, więc stwierdziłem, że warto zainwestować stosunkowo niewielkie pieniądze, by mieszkańcy mogli na wywozie nieczystości zaoszczędzić. Opłaty będą teraz wpływały do naszego zakładu komunalnego, który będzie mógł dzięki temu inwestować w sprzęt, który przecież wykorzysta dla dobra mieszkańców.
R.W. Ma Pan mały problem z zakończeniem inwestycji w Krzemowie…
S.P. Mówimy o modernizacji i rozbudowie sali wiejskiej w Krzemowie. To inwestycja finansowana z PROW-u. Całość będzie kosztowała ponad 370 tys., a dotacja przekracza 200 tys. zł. W trakcie prac odkryto stary cmentarz, więc szybko trzeba było przeprowadzić ekshumację, przenieść szczątki w nowe miejsce. Na dzień dzisiejszy wydobyto już 200 ludzkich szczątków, a może być ich znacznie więcej. Ekshumacja i przenosiny kosztują niemało. Musieliśmy szybko znaleźć dodatkowe 30 tys. zł. I choć było ciężko, podjąłem decyzję o dokończeniu tej inwestycji.
R.W. Mieszkańcy czekają też na inną inwestycję – budowę placu sportowo-rekreacyjnego w Krzeszycach…
S.P. Tak – mieszkańcy czekają na to ponad 20 lat. Bardzo brakuje tu takiego miejsca do rekreacji dla mieszkańców, z altankami, fontannami, miejscem na ognisko, takim bulwarem nad Postomią…
Budowa trwa w najlepsze, pomaga nam łaskawa aura, a inwestor obiecuje, że inwestycję odda z końcem kwietnia. Mam więc nadzieję, że uroczyste otwarcie placu nastąpi podczas Dni Krzeszyc, czyli w pierwszych dniach wakacji.
R.W. Podjął Pan też ciekawą decyzję – poprosił Pan o zgodę na odstrzał bobrów…
S.P. No tak. Bo ten problem sam się nie rozwiąże. Działalność bobrów stwarza nam zagrożenie powodziowe, ale zwierzęta te są też sporym problemem dla nadleśnictwa, dla rolników. Dlatego trzeba tu odważnych decyzji. Więc poprosiłem o zgodę na odstrzał 100 bobrów. I taką zgodę dostałem. Zaapelowałem nie tylko do myśliwych, ale też do organizacji prozwierzęcych – jeśli ekolodzy udokumentują mi złapanie bobra i wywiezienie go na inne tereny – dostaną premię.
Wiem, że odstrzał nie rozwiąże problemu, zastanawiam się więc nad zakupem takich klatek, żywołapek, które zwabiają do środka te zwierzęta, a później można, nie robiąc im krzywdy, przewieźć je w inne miejsce. Jest to jakaś opcja. Na razie musiałem jednak podjąć stanowcze i skuteczne działania. I nie bałem się ich podjąć.
R.W. Zmienia Pan, jak widzę, sposób kontaktowania się z mieszkańcami.
S.P. Obiecałem, że będę informował ich o tym, co robię, i chcę się z tej obietnicy wywiązać. Stąd już po dwóch miesiącach urzędowania skierowałem do mieszkańców list, w którym opisałem problemy gminy.
Chcę też mieszkańców zachęcić do większej aktywności. Za chwilę mamy wybory sołeckie. To dobra okazja. Chciałbym też, by w każdym sołectwie powstawały stowarzyszenia, by mieszkańcy brali sprawy we własne ręce. Takie stowarzyszenie powstało właśnie we wsi Przemysław. Także idziemy w dobrym kierunku.
R.W. Dziękuję serdecznie za rozmowę.