Okiem Blondynki

Zastanawialiście się kiedyś, jaką moc mają słowa? Ile znaczą w dzisiejszym świecie?

W czasach przedinternetowych, kiedy chcieliśmy z kimś porozmawiać, trzeba było spotkać się osobiście. Albo zadzwonić. Albo ostatecznie napisać list i wysłać pocztą, co wymagało wysiłku w porównaniu z dzisiejszą korespondencją mailową. Słów było mniej. Nie zalewały nas z każdej strony informacje o tym, że pociąg w USA się wykoleił, Doda pokłóciła się z kolejnym facetem, a lewoskrętna witamina C działa zupełnie inaczej niż prawoskrętna. Nie sprawdzaliśmy co chwilę o czym napisała na swoim wall’u sąsiadka z naprzeciwka ani czy za godzinę spadnie nam na głowę deszcz.

Wszystkie słowa, które wypowiadaliśmy, dobre czy złe, miały ograniczoną liczbę odbiorców. Mogliśmy porozmawiać z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Mogliśmy też oczywiście plotkować czy dać wyraz temu, że kogoś nie lubimy. Jednak nie było możliwe dotarcie z naszymi opiniami i przemyśleniami do całego świata. I komu to przeszkadzało?

Dziś każdy może powiedzieć wszystko. Dosłownie – wszystko. I powiedzieć to wszystkim. No, może prawie. Że ziemia jest płaska, że Józek spał z Maryśką, a mięsa absolutnie nie można myć przed ugotowaniem czy smażeniem. Można też ogłosić, że „ciapaty” to zło, szczepionki są szkodliwe, a tych, co myślą inaczej zmieszać z błotem w ordynarny sposób. I wiecie co? Każde zdanie, mądre czy kompletnie głupie, znajdzie swoich zwolenników, popleczników, followers’ów czy innych wyznawców.

Słowa mają moc. Szkoda jedynie, że ostatnie wydarzenia w czasie 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pokazują, że moc słów negatywnych niesie za sobą tragiczne skutki. To nie jest problem, który powstał dziś, w ostatnich dniach. Widzimy go w narastającej formie od kilku przynajmniej lat. Przestrzeń publiczna nasycona jest słowną agresją, obelgami, wyzwiskami. Czy da się z tym coś zrobić?

Będzie trudno, bo, parafrazując starą piosenkę, mówić każdy może. Ale nie wszyscy chcą ponosić odpowiedzialność za to, co mówią. Choć ukrywanie się za ekranem monitora daje bardzo złudne poczucie anonimowości. Czy to co piszesz internetowy hejterze powiedziałbyś komuś odważnie prosto w twarz?

Mam nadzieję, że z hejtem nie będzie musiał mierzyć się nowy prezes słubickiego szpitala Łukasz Kaczmarek. Nie ma łatwego zadania, bo mieszkańcy powiatu nie są zadowoleni z dotychczasowego funkcjonowania lecznicy, a placówka nie miała do tej pory szczęścia do menedżerów. Na jego korzyść działa na pewno wykształcenie prawnicze i obeznanie z finansami projektowymi. Przeszkadzać może brak doświadczenia w obszarze medycznym. Być może mianowanie na to stanowisko mieszkańca Słubic okaże się dobrą decyzją? Tego Państwu i sobie życzę. Warto dać szansę, a na oceny przyjdzie czas.